Serwis na sprzedaż!
Ponad 160 tys. dodanych wierszy i ponad 1 mln 137 tys. komentarzy. Ponad 14 tys. zarejestrowanych użytkowników oraz ponad 10 tys. postów na forum.
Oferty można składać na adres e-mail spojrzeniacom@o2.pl
Forum spojrzenia.com Strona Główna spojrzenia.com
Wiersze, wierszyki, poezja - forum dyskusyjne
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

proza niepoetycka - opowieść fantasy

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum spojrzenia.com Strona Główna -> Proza poetycka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Viltis111



Dołączył: 02 Lut 2006
Posty: 480
Skąd: się bierze ludzka głupota?

PostWysłany: Czw Paź 18, 2007 6:24 pm    Temat postu: proza niepoetycka - opowieść fantasy Odpowiedz z cytatem

"Kochankowie w dwóch spojrzeniach"

Jej spojrzenie:

7 dzień Domowego Ogniska
Znalazłam Norda. Dokładnie tak jak znajduje się kolorowe kamyki albo zioła. Znalazłam Norda w krzakach. Nord w krzakach oczywiście leżał, co innego oni mogą robić? Tylko powody bywają różne. Mój akurat umierał.
Chłopcy z wioski przywlekli Norda za nogi pod mój dach a ten hultaj nawet nie odzyskał przytomności (chociaż jest jeszcze bardziej uszkodzony niż był w tych krzakach).
Leży teraz na moim najlepszym posłaniu, grzeje nieprzytomny zadek przy moim ogniu a ja będę spać na twardych deskach. Czasami przeklinam swoje dobre serce.

9 dzień Domowego Ogniska
Nord ciągle nieprzytomny, ale chociaż oddycha ciszej i mniej mi przeszkadza tym samym. Smaruje to jego wielkie cielsko najlepszymi mazidłami, zmieniam pościel, bo poci się tak, że boję się, że utoniemy… ciekawe czy taki dzikus chociaż zna słowo „dziękuję”.

12 dzień Domowego Ogniska
Mój gość robi furorę w wiosce, mimo że nie odezwał się jeszcze ani słowem (bo przecież ciągle leży jak trup). Co też ci ludzie nie gadają, że ukrywam zbiega, że wielki jakiś to pewnie ork, że ma złoty miecz i złotą zbroje (gdyby miał to by tu nie leżał!). Dobrze, że nie przypomina kury, bo pewnie przygadaliby mu też złote jajka!
Jeśli to taki skarb i bohater to niech go, która przygarnie i słucha tego sapania w nocy! Już nie boję się, że Nord mi umrze, miałabym święty spokój.

20 dzień Domowego Ogniska
Mój gość odzyskał przytomność. Jednak dzikusy nie znają słowa dziękuję. Nie wiem czy w ogóle umie wydawać jakieś dźwięki poza pomrukami, spomiędzy których nauczyłam się rozróżniać „tak” i „wszystko mi jedno”. Nord zdecydowanie częściej używa tego drugiego.
Teraz nie dość, że zajmuje mi łóżko i czas to jeszcze trzeba go karmić!

21 dzień Domowego Ogniska
Jednak umie mówić. Nazywa się Strid. Co to za imię? A w jego wymowie brzmi jak szczekanie psa.

1 dzień Pierwszych Mrozów
Chwalmy bogów! Nord umie już sam jeść, sam się przebierać i nawet załatwia się tam gdzie potrzeba. Myślałam, że dzikusa trzeba będzie nauczyć jak zwierzę, ale jednak na północy znają wychodki.
5 dzień Pierwszych Mrozów
Prawie zaprzyjaźniłam się z tym dzikusem. No, może zaczęłam go w pełni tolerować pod moim dachem. Zaoferował, że odda mi moje najlepsze łóżko. I narąbał drzewa mimo chorej ręki. Nawet chciałam mu podziękować, bo oszczędzę trochę grosza na wynajmowaniu chłopka z wioski. Zima idzie, drzewo się przyda. Może dzikus umie też uszczelnić okna?

12 dzień Pierwszych Mrozów
Razem z Nordem przywlekłam do swojego domu udrękę. Okna umiał uszczelnić i owszem. Ale ile to je! Jak tak dalej pójdzie będę musiała jeszcze przed zimą jechać do miasta po zapasy. Zapasy jak dla całej rodziny. Albo armii cesarskiej!

18 dzień Pierwszych Mrozów
Mój gość stracił popularność w wiosce jak tylko okazało się, że ani złotego miecza ani złotych jajek nie ma (nie sprawdzałam, ale przy takiej facjacie to wątpię żeby było co sprawdzać) za to potrzebuje dużo jedzenia. O tej porze roku ludzie są jeszcze mniej skorzy do dzielenia się czymkolwiek niż zwykle.

1 dzień Zachodzącego Słońca
Pracowite były ostatnie dni. Powietrze zrobiło się zimne to i ludzie chorują. Przez tydzień nie robiłam nic innego jak tylko leczenie dzieci z kataru. Nord nie wiadomo skąd przyniósł dzika. Zaraz go obrobię, osolę i na zimę będzie jak znalazł.

7 dzień Zachodzącego Słońca
Zima wyjątkowo wcześnie nadchodzi w tym roku. Dopiero parę dni po Pierwszych Mrozach a już rano okna oszronione. Dobrze, że w tym roku szczelne! Jednak Strid na coś się przydał.
Chciał odejść, ale nie sądzę żeby dał sobie radę. Ciągle ma kilka niezabliźnionych ran i źle porusza ręką. Pewnie za kilka dni znów leżałby w krzakach.
Poza tym - zimą silna ręka może się przydać w domu.

2 dzień Gwiazdy Wieczornej
Przez ostatnie tygodnie nie miałam czasu nawet usiąść. W wiosce jakaś paskudna choroba. Dzięki bogom, w nocy spadł taki śnieg, że wyjście z domu jest praktycznie niemożliwe. Tak więc mam trochę czasu na odpoczynek.
Strid ciągle mieszka u mnie. Już prawie zdrowy. Nie jest to najsympatyczniejszy człowiek na świecie, ale przynajmniej pomaga trochę. Ma u mnie cholerny dług wdzięczności, musi pomagać. Jak tylko śniegi stopnieją i wyjdzie trochę słońca ruszy w swoją stronę. Jeśli na dowidzenia powie „dziękuję” to będziemy kwita.

13 dzień Gwiazdy Wieczornej
Śniegu ciągle przybywa. Chciałam nauczyć Strida grać w kamyki, ale to to ma za duże łapska i było niesprawiedliwie. Nudzimy się.

20 dzień Gwiazdy Wieczornej
Już wiem, czemu Nord mnie nie lubi. Siedzimy w zamknięciu już ponad dwa tygodnie, nawet jemu potrzeba było się w końcu odezwać do kogoś.
Otóż, nie lubi mnie, ponieważ jakaś bosmerka ponoć zabiła mu ojca. Nie wiem czy mu wierzyć, co miałaby robić bosmerka tak daleko na północ? I jak miałaby powalić takiego wielkoluda? W każdym razie – nie lubi mnie. No cóż, i tak nie da rady nigdzie pójść dopóki śnieg blokuje nam drzwi.


3 dzień Gwiazdy Porannej
Śnieg stopniał. Wyszło słońce. Strid szykuje się do drogi.

7 dzień Gwiazdy Porannej
Po raz pierwszy od miesięcy jestem w domu sama. Jakoś tak dziwnie cicho bez Norda. Niby w końcu mam spokój, mogę gotować o wiele mniej, nie muszę tracić czasu na zajmowanie się nim, mężczyźni niezależnie od tego jak są wielcy zawsze są tak samo nieporadni. Księżyc już dawno wisi na niebie a ja nie mogę spać. Odzwyczaiłam się od ciszy.


Rok później

12 dzień Pierwszego Siewu
Morild nie żyje. Odszedł do bogów tuż po północy. Ostatnie słowa, jakie powiedział brzmiały „dasz sobie radę”. Dam. Tylko jak?
To on mnie przygarnął, kiedy ponad trzy lata temu zabłądziłam w te okolice. To on nauczył mnie wszystkiego, co potrafię, nauczył mnie jak leczyć ludzi. Był jak ojciec, którego nigdy nie miałam.
Nie żyje.


14 dzień Pierwszego Siewu
Dziś odbył się pogrzeb Morilda. Nie miał żadnej rodziny, więc to mnie przypadł obowiązek wygłoszenia mowy. A cóż ja mogłam powiedzieć o takim człowieku? Tylko tyle, że więcej nigdy takiego nie spotkam. Ani ja ani nikt z obecnych tam żałobników.
Śpiewali piękne pieśni w języku swoich przodków. Szkoda, że nie rozumiałam.

22 dzień Pierwszego Siewu
Zaczęło się. Tolerowali mnie z szacunku dla Morilda. Teraz znów jestem obca. Ten gbur Mortper zza rzeki zaproponował mi zamążpójście. Co to to nie! Dobrze wiem, że to pozwoliłoby mi zostać i mieszkać tu na równi ze wszystkimi. Ale nie za taką cenę! Dzielenie łoża ze starym grubasem i wychowywanie jego wiecznie brudnych i krzyczących dzieci to nie dla mnie.
On wie tak samo jak ja, że jeśli się nie zgodzę zostać panią Mortperową będę musiała odejść. Wolę jednak wygnanie niż jego obślinioną gębę!


3 dzień Deszczowej Dłoni
Od trzech dni jestem w drodze. Spakowałam co najpotrzebniejsze i ruszyłam przed siebie. Okazało się, że jednak miałam w Esskalo przyjaciół, wychodząc z domu (czy jeszcze mogę nazywać go domem?) po raz ostatni znalazłam pod drzwiami paczuszkę a w niej trochę jedzenia, magiczny amulet, trochę pieniędzy… Ludzie wiedzą, że wędrówka dla samotnej kobiety nie jest łatwa a, na bogów, ile razy uchroniłam ich dzieci od śmierci na dychawicę zimową!

8 dzień Deszczowej Dłoni
Ciągle jeszcze trzymam się traktu. Ale niedługo przyjdzie mi przejść przez ziemię zagarniętą przez dunmerskie tałatajstwo. Będę musiała ukrywać się jak zwierzę. Do czego to doszło żeby zachowywać się jak zaszczuta sarna tylko dlatego że nie chciałam dopuścić starego dziada do swojego łoża.

18 dzień Deszczowej Dłoni
Sama nie wiem czy bogowie nade mną czuwają czy też uparcie robią mi na złość.
Było do przewidzenia, że na przeklętej dunmerskiej ziemi wpadnę w kłopoty. Spodziewałam się, że zabiorą mi pieniądze, może broń, ale nie wiedziałam, że te brudasy dotykają innych merów!
I na to wszystko pojawił się kolejny kłopot. Otóż – Strid. Tak, właśnie mój Nord. Takiej jatki jeszcze nie widziałam jakem żywa. Wyrżnął dunmerską bandę w pień. Na koniec pozbierał moje porozrzucane rzeczy i.. powiedział „dziękuje”! Muszę przyznać, że godziwe było to podziękowanie.
W każdym razie – żyję. Nienaruszona.

20 dzień Deszczowej Dłoni
Dalej podróżujemy razem. Strid niby przypadkiem zmierza w tę samą stronę (wiem, że nie, ale udaję, że nie domyślam się, że właśnie wczoraj zmienił plan). Cieszę się, że go widzę, naprawdę. Chyba brakowało mi tego wielkiego Norda przez wszystkie te miesiące. Przecież to już prawie półtora roku jak odszedł z Esskalo.

7 dzień Drugiego Siewu
Bogowie jednak nade mną czuwają. Jestem pewna, że to Morild z góry zesłał tego przeklętego Mortpera po to żebym ruszyła w drogę i ponownie spotkała Strida. On jest tego samego zdania. Powiedział, że nawet nie przeszkadza mu tak bardzo moja rasa. Podkreślił „tak bardzo”.

13 dzień Drugiego Siewu
Do Cesarskiego Miasta jeszcze jakieś 10 dni drogi przed nami. Bałam się, co będzie jak tam dotrzemy, ale Strid rozwiał moje obawy mówiąc, że wcale tak źle nie gotuję i na pewno zamienię garnek zupy za drzewo na opał. Tak więc postanowione – po przybyciu do Cesarskiego zostajemy razem.

22 dzień Drugiego Siewu
Ostatni dzień przed dotarciem do celu. Piliśmy wino, które miałam schowane (w celach leczniczych!) jeszcze od wyruszenia z Esskalo. Trochę za dużo tak więc właśnie piszę przy świetle księżyca wtulona w potężne ramię chrapiącego Norda. Zimno mi trochę bez ubrań.
_________________
lying in my own Vomit

Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Vomit



Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 89
Skąd: Z miejsca w którym na pewno nie chcesz się znależć....

PostWysłany: Czw Paź 18, 2007 6:26 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Spojrzenie Jego:

Był siódmy dzień domowego ogniska, gdy Nord wyruszył na całonocne łowy. Nie szło mu tej nocy po wielu godzinach tropienia miał już wrócić z zaledwie jednym zającem do swojej chaty, a właściwie ziemianki, która sam zbudował i w której sam rezydował. Gdy stracił całkowicie nadzieje na pomyślność łowów z ciemności nagle wyłonił się wielki czarny niedźwiedź. Mimo że każdego męża nawet zaprawionego w boju przeraziłby widok bestii tak potężnej to Nord ani myślał uciekać. Głód i determinacja syna północy wzięły górę nad rozsądkiem i rzucił się on na bestię raniąc ją potężnie, a przynajmniej tak mu się zdawało.
Gdy zbliżył się do sapiącej, skulonej bestii by zadając dobijający cios ta nagle jakby ożyła i chwyciła wojownika potężnymi kłami za bok.
Nord padł w krzaki i utraciwszy przytomność leżał tam czekając na niechybną śmierć. Niedźwiedź ustąpił i odszedł w ciemność pozostawiając Norda jak gdyby jego zadaniem było doprowadzić go do takiego stanu.

Na śmierć był gotowy, w końcu jego przeznaczeniem było umrzeć w walce, liczył jednak, że padnie od miecza równego mu wojownika a nie od kłów bestii. Jednak przeznaczenie jego było inne. W agonalnych snach jego umysł przedstawiał mu obrazy gór skalistych i mroźnych lasów północy, nie czuł nawet, że jest ciągnięty niczym zwierze przez grupę mężczyzn w nieznanym kierunku jednak słyszał głos niewiasty, który wydawał mu się niczym muzyka piękna, niczym głos samej bogini, która przyszła zabrać duszę jego.

Gdy obudził się ze śpiączki, w której tkwił około 15 dni rozejrzał się po ciemnym pomieszczeniu i wyciągnął szybko jeden wniosek, który nie był zbyt korzystny dla niego.
- Bosmerowie – wyszeptał łamiącym się jeszcze pełnym boleści głosem.
Rzeczywiście znajdował się w domostwie zamieszkanym przez bosmera. A konkretnie bosmerkę.

Gdy obudził się ponownie spostrzegł ją siedzącą przy swoim łóżku, zmierzył dziewczynę wzrokiem niechętnym i zamierzał odwrócić się od niej, gdy nagle ona spytała:
- Głodny? – W jej głosie było tyle troski, co septimów w dziurawej sakwie żebraka.
- rrreh – złośliwie wymruczał Nord na wyraz swej dezaprobaty dla bosmerki
- Nie to nie – powiedziała z zamiarem odejścia od łóżka
- TAK! – Wykrzyknął Nord
- Dobrze, a co byś zjadł – zapytała
- Wszystko mi jedno – odpowiedział z niesmakiem
Nord mimo wcześniejszych oporów łapczywie połykał strawę i poiwo podawane mu przez bosmerkę. Póki co był zbyt słaby, aby samodzielnie się żywić nie mówiąc o poruszaniu się.
- Smakuje ci? Wiesz stałeś się bardzo popularny w naszej wiosce, ludzie opowiadają o tobie niestworzone rzeczy - Powiedziała bosmerka dziwiąc się samej sobie, że zaczyna rozmowę z takim dzikusem
Nord nie odpowiadał jednak, wolał się nie odzywać i spokojnie kontynuować jedzenie. Postanowił przeczekać tak do czasu aż będzie w stanie opuścić te przeklęte ziemie.

W takim stanie nord dotrwał do pierwszych mrozów, kiedy to zaczął już jeść samemu i wkrótce poruszać się o własnych siłach. Mimo to nie był w stanie, aby wyruszyć w drogę.
Zajął się więc drobnymi pracami w domostwie, aby odwdzięczyć się bosmerce z która mimo początkowej niechęci, zaprzyjaźnił się. Rąbał więc drewno uszczelniał okna a pewnego razu, mając w pamięci wypominania bosmerki, której na imię było Fien jak się dowiedział, że zbyt wiele zjada, dojrzał dzika kręcącego się nieopodal miejsca, w którym rąbał drewno. Rzucił więc siekierą w zwierzę. Silny rzut zabił bestię, lecz nord nadwerężył nadal obolałą rękę.
Gdy jednak wniósł dzika do domostwa zobaczył radość z daru i wdzięczność w oczach Fien, nie spodziewał się nawet, że ten widok sprawi mu tyle radości, poczuł się dziwnie.
Pewnego wieczora przy winie nord wyjawił bosmerce powód jego niechęci do jej rasy. Otóż w dzieciństwie Strid, bo tak miał na imię, widział jak tajemnicza bosmerka zadała cios w serce jego ojca. Od tamtej pory nienawidził bosmerów najbardziej ze wszystkich ras.
Po tym wyznaniu nord poczuł w sobie jakby bliskość do Fien. Postanowił więc że gdy tylko skończą się mrozy wyruszy w podróż. Tak też uczynił.

Gdy opuszczał dom Fien nie odwrócił się ani nie podziękował, pożegnanie odbyło się w milczeniu Strid rzucił spojrzenie w stronę Fien i odszedł w swoją stronę.

Przez ponad półtora roku nord wędrował po krainach walcząc z bestiami jak i nieprzyjaznymi mu mieszkańcami miast. Szukał swojego przeznaczenia w krainie Cyrodiil, mimo to nie potrafił zapomnieć swojej wybawicielki z bosmerskiej wioski. Pewnego razu w podróży spotkał bandę dunmerów, którzy szykowali się do zabawy z dzieweczką zapewne uprowadzoną z traktu. Strid miał zamiar ominąć, gdy nagle usłyszał głos, który doskonale znał. To była właśnie Fien, która padła ofiarą bandy dunmerów. Szał wojownika wstąpił w Strida chwycił on swój miecz i z krzykiem rzucił się na dunmerskie ścierwo. Nie mieli oni szans w walce z Nordem w furii. Po walce Strid chwycił Fien i wyrwało mu się nagle „dziękuje”, którego nie śmiał wypowiedzieć odchodząc z jej domu.

Strid postanowił towarzyszyć Fien w podróży zmieniając plany, które przedtem ułożył. Wyruszyli więc do Cesarskiego miasta.

Na 10 dni przed dotarciem do celu urządzili sobie postój w lesie i przy winie Strip nie mogąc się oprzeć chwalił Fien najpierw za jej kuchnie, lecz z czasem posuwając się coraz dalej. Nie zorientował się nawet, gdy całował Fien i zwykła noc przy winie zamieniła się w romantyczną noc kochanków, których różniło wszystko a łączyło zaledwie jedno uczucie, które silniejsze było od najpotężniejszego miecza czy najsilniejszego czaru.

Gdy nazajutrz wyruszyli w dalszą podróż wiedzieli już oboje, że nie idą tam jako towarzysze podróży, lecz jako kochankowie, wiedzieli również, że pobiorą się, kiedy dotrą na miejsce, a przynajmniej oficjalnie, bo nieoficjalne śluby złożyli sobie już tamtego wieczoru w lesie.
I zarówno Strid przestał przeklinać niedźwiedzia, który prawie go zabił i Fien swoje miękkie serce, które kazało jej przygarnąć umierającego norda gdyż oboje wiedzieli, że we wszystkim swe palce maczali sami bogowie przeznaczenia.

FIN
_________________
"Do dzikich borów idę, dzikich gór.
Miedzy psy.
Szukam żył źródlanej wody.
Czystej krwi."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
nifka



Dołączył: 09 Sty 2008
Posty: 18

PostWysłany: Nie Lip 12, 2009 2:43 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

jedyną niekonsekwencję jaką dostrzegam to zaprzestanie pisania 'Nord' z wielkiej litery gdzieś w połowie drugiego tekstu
nie wiem czy to celowe czy nie
poza tym nad resztą zapisu się nie wypowiadam bo się nie znam

jestem pod wrażeniem pomysłowości
a i poprowadzenie tej historii mi się podoba
wciąga nawet
dlatego dziwię się że nikt jeszcze nie skomentował
co prawda zakończenie trochę mi nie wsmak
ale to dlatego że nie wierzę w szczęśliwe zakończenia
sama nie wiem dlaczego

a
i jeszcze ta 'Deszczowa Dłoń'
bardzo mi przypadła do gustu
Smile
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Spoks
Uznany komentator


Dołączył: 16 Sie 2008
Posty: 32

PostWysłany: Pią Lis 18, 2011 7:44 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

[quote="nifka"]dlatego dziwię się że nikt jeszcze nie skomentował
co prawda zakończenie trochę mi nie wsmak
ale to dlatego że nie wierzę w szczęśliwe zakończenia
sama nie wiem dlaczego:)[/quote]

A ja np. lubię opowieści fantasy! ;)

Nikt nie skomentował, ponieważ sądzę, że mało kto zagląda na to forum a już szczególnie po to by równie dobrego coś tu przeczytać. :)

Co do;
- happy end,
- prawda wychodzi na wierzch,
- dobro zwycięża
- i żyli gługo i szczęśliwie /bajek/

oraz przetartych w tych tematach stereotypów,
to również uważam, że trzymanie się faktów i życia powinno prowadzić do wniosków, że nie zawsze tak bywa i jest.
Mało jest, wręcz brakuje odważnych wstecznych, negatywnych rozwiązań.
Skoro wszechświat stale się rozrzeża, dlaczego to nie miał by wszystko pogrążyć kosmiczny delejt, zło zwyciężyć, a prawda nie ujrzeć nigdy światła.
[b]Nigdy[/b]...niczym to odebranie wszelkiej nadziei, stwarza pole dla odwiecznej niezaspokojonej ludzkiej tęsknoty, za tym co bezpowrotnie wciąż niemożliwe.

Przedstawienie czegokolwiek w pogrążony, beznadziejnie stracony sposób, to byłby dopiero haczyk dla prób odwrócenia tego stanu przez odbiorcę.

Tak wiec, chociaż daleko po niewczasie zachęcam do dalszej kontynuacji.
:))
_________________
tak mało siebie znam.../...tacy jesteśmy jakimi widzą nas inni!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum spojrzenia.com Strona Główna -> Proza poetycka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group